zycie-z-plastiku blog

Twój nowy blog

.

Brak komentarzy

klęczę, na podmokłym gruncie słów.
słów, które topią się w mleku porannej życiowej mgły.
spędza mi ona sen z powiek.
powiek, którymi patrzę na Twoje kolorowe usta, wetknięte pośród szarości.
męczę się będąc sobą, po części będąc i Tobą.
niszczę swój czas, niszczę nas.
ograniczona do kwadratury koła, do milczenia po.
ograniczona do patrzenia przez pryzmat nas – to mój czas!
do cholery mój czas, wymykający się tylnymi drzwiami w ciemny las.
a w lesie sów patrzących na los nie pisany moją ręką stos.
zatracam się w codzienności życia, którego nie chce ani dziś, ani jutro.
pomóżesz zmienić mój świat? odrobinę zmienić świat? proszę.

za oknami ciszy czas, braku czasu czas dla nas.

nikim być nie chce być.
ni dziś ni jutro ni wczoraj.
kimś być nie wiem jak.
ani dziś, ani jutro.
wczoraj byłam sobą, tobą, każdym z nas.
a dziś:
życia sens w chowanego bawi się.
cała moja miłość w twarz pluje mi.
bez ograniczeń sobą chcę być.

.

Brak komentarzy

końcem zimy brak mi słów.
słów zlepionych w literacki sen.
sen w którym głowę otwieram.
zamykam zaś cały mój świat.
dziś wyjmuję zza pazuchy czasu nas.
uśmiechniętych wczorajszym dniem.
brakuje mi tego. bardzo.

gruszkę i ogień zmieszać w czasie.
z płomienia i koca uwić słowa.
tak dawno tego nie było.
czas po horyzoncie się ślizgał.
nie dawał wiary w mądrość płynącą spod palców.
sen marudził, otępiał. przyćmiewał dzień.
zapomniałam już jak to jest gdy zielono w głowie.
zielono od szelestu wspomnień.
zapomniałam żyć. zapomniałam pamiętać.
chcę kiedyś dziś. chcę kiedyś znów.
aby każdego dnia świeciło słońce mojego uśmiechu szczerego.

bywam zmęczona niechęcią do melancholi.

?

8 komentarzy

brazowe oczy. niedomknięte powieki na deszczu.
chodnikowa cisza zamknięta za parawanem uśmiechu.
zielone liście herbaty zimowej niedopidej do dziś.
moje jutro ze znakiem zapytania chowające się nieśmiało za szybą.
klatka po klatce przed brązowymi oczyma prześlizga się dzień.
za dniem noc, przed śmiercią żarówki dającej blask życiu
ucieka.
klatka po klatce, spisuję ostanie obrazy XX wiecznej kobiety nachodzacej moje sny.
 

.

5 komentarzy

od dawna czekałam na ten moment.
ten w którym siądę nad zieloną kartką.
wszystkie słowa nagle zaczną wyrażać mnie.
a ja – najzwyczajniej w świecie poświęce się temu co sprawia że
czuję się spełniona.
czyżby powietrze pod palcami uśmiechało sie nieśmiało?

/dziś nawet szept wskazówki zegarowej wydaje się mi obcy.

?

13 komentarzy

patrzysz na słodycz wyjętą zza pazuchy czasu.
jestem szczęśliwa wiesz?
szczęśliwa jestem. cholernie.
[s z k o d a m i c i e]
bo mimo mego wzroku „oni” nie przestają lepić rąk z gliny.
nie przestają dotykać przepoconych słów.
twoich słów.
nie przestają dzielić się tobą.
moim tobą.

/a w brzuchu ćmy – trupie główki – latające – ciche./

.

7 komentarzy

usta oddychają piątkową kobietą.
promienie słońca uderzają o ich czerwień.
dziś wydają się wiśniowe.
słodkie. bez pomysłu na jutro. na dziś. na wczoraj.
wiśniowe masz też myśli. zza ucha wyjęte papierosy z kolorowym filtrem. smakowe – prawda? tak jak ta kobieta w piątkowy wieczór rozciągnęta na horyzoncie uśmiechu.
daj mi czas a dojde do wniosku że kocham rozmyte oczy jej. jego. twoje. ubrane w siedmiomilowe buty czasu które nosiłeś na stopach. wiśniowe były prawda?
tak samo jak powietrze, które pachniało mambą.

/dzisiaj wiatr rozciągnął różowe słomki.
capuccino i czekolada wieczorowa. czeka.
ja chcę.
a ty?

.

15 komentarzy

przecedzę ostre słowa. głośne. pełne zapachu wczorajszego ka-ka-o, które chciałam wypowiedzieć dojrzalszymi, pełnymi ustami.
ustami czerwonych ulicznych lamp gdzie pół-nagie kobiety nawołują kroki chodnikowej ciszy i chowają neonowe oczy wystające spod falbanek spódnicy.
dzisiaj złapały zwierzynę.
i słowa i pół-kobiety.
złapały. zapałem.

[kici kici z-kurwy-synu]

80 pare.

11 komentarzy

osiem koma dwa.
[znalazłam w zeszycie świat w kolorach polaroid]

/popadam w paranoje.
nie otwieram oczu na darmo./


  • RSS